Lubię przerabiać puszki, choć ostatnio rzadko to robię.
Trochę kwestia czasu, a trochę tego, że dużo rzeczy trzeba wyjąć, żeby temat ogarnąć.
Kiedyś dziewczynom obiecałam live... i w końcu zrobiłam.
Lubię przerabiać puszki, choć ostatnio rzadko to robię.
Trochę kwestia czasu, a trochę tego, że dużo rzeczy trzeba wyjąć, żeby temat ogarnąć.
Kiedyś dziewczynom obiecałam live... i w końcu zrobiłam.
Witajcie!
Niewiele się u mnie zmieniło od ostatniego posta, ale coby nie myśleć i nie zwariować na weekendzie zrobiłam dwie rzeczy - latarnię i igielnik - obie prace to wynik udziału w livach na naszej grupie fb.
Kto do mnie zaględa ten wie, że ja to zawsze odbiegam od livu prawie całkowicie i robię po swojmu, ale bawię się wspólnie z dziewczynami i o to głównie chodzi ;)
Latarenkę dostałam kiedyś od Ewci :) Długo czekała na swoją kolej, a była piękna zielona w kierunku do seledynu... (Co widać na zdjęciach, bo w środku jej nie pomalowałam i odbija się ramka w efekcie lustra, więc muszę wymontować szybki i w środku też pomalować).
Marta na livie zainspirowała się elfami i w takim klimacie zrobiła swoją pracę. Mnie fascynują zarówno elfy, jak i smoki. Ostanio smoki mają przewagę nad elfami...
Latarnię pomalowałam czarną farbą akrylową i potraktowałam woskami. Smok to wycisk z masy. Na szybkach znajduje się efekt szkła, złoto i papier ryżowy od ITD Collection.
Chciałam, aby moja latarnia była skromna i prosta, żeby nie przesadzić z ilością zdobień, które odwracałby uwagę od szybek.
Witajcie!
Widzicie na moim blogu, że odpuściłam prawie wszsytkie zabawy, bo brakuje mi czasu na wszsytko co chciałabym robić, ale czasem mam taki dzień, że uda się coś nadrobić w zabawie, którą zaczęłam.
U Marty w zabawie czasu jest bardzo dużo, bo do zabawy można dołączyć w każdym czasie, a termin końcowy to 15 styczeń 2021r., dzieki czemu jestem na chwilę obecną na bieżąco.
Lipiec-sierpień to styl francuski, który mnie się kojarzy z pięknymi wytapetowanymi wnętrzami i fotelami/krzesłami obitymi pięknymi materiałami.
Wiecie, że mam hopla na punkcie pędzli... i mam ich bardzo dużo, a używam zawsze te same zdarte, stare i rozpaczam nad każdym, który muszę wyrzucić. Więc tych pędzli mam tak dużo, że przestały sie mieścić w dotychczasowym pojemniku, zatem wzięłam na warsztat opakowanie po czekoladzie...
Tutaj to pojechałam, po bandzie... długo zastanawiałam się czy opowiedzieć Wam bajkę, która powstała na ściankach latarni, bo to straszna bajka dla dorosłych, ale wiecie w naszych podaniach i legendach dużo jest tego typu opowieści, więc co mi tam... Najwyżej dodacie mnie do listy osób do których się nie zagląda...
Tym razem wykorzytałam latarenkę po słodyczach, która swoje odstała (jeszcze jedną taka mam).
Morał z tej bajki jest taki, że marzyć warto, a nawet trzeba, bo bez marzeń życie byłoby puste, ale nie zawsze warto za wszelką cenę za nimi podążać.
Koniec!
Maj - Styl prowansalski - dla mnie to oczywiście lawenda i jeszcze raz lawenda!
Przerobiłam filiżankę, którą jakiś czas temu przysłała mi Renia.
Na koniec powiem Wam, że jestem niepocieszona, bo pisząc ten post i linkując do Marty odkryłam, że kwietniowego folkloru też nie zrobiłam... A byłam przekonana, że i owszem! No, jak to tak! Skleroza już??? Myślałam, że jeszcze chwilę nie...
***
Zapraszam Was z całego serca na trwające wyzwania i zabawy na bloga Świrów Rękodzieła.
***
Koniecznie napiszcie jak Wam się moja bajka podoba lub nie podoba ;)
Przesyłam wirtualne całusy!